W sumie obejrzał jedenaście fotografii
mar 02
konkurencja, rośnie napięcie No Comments
I ja jestem ich ojcem? – zapytał siebie niemo Boone. Nie – odpowiedziało jego wnętrze. – Ja tego nie zrobiłem. Dwie rzeczy powstrzymywały go przed głośnym zaprzeczeniem. Po pierwsze wiedział, że Decker nie narażałby na niebezpieczeństwo zakłócenia równowagi psychicznej pacjenta, gdyby nie miał ku temu poważnych powodów. Po drugie – zaprzeczenie było bezwartościowe, skoro obaj wiedzieli, jak łatwo umysł Boone’a oszukiwał sam siebie w przeszłości. Jeśli był odpowiedzialny za te okropności, nie mógł mieć pewności, że o tym wie.
Milczał zatem, nie ośmielając się podnieść wzroku na Deckera ze strachu, że zobaczy Opokę roztrzaskaną.
- Następne? – zaproponował Decker.
- Jeśli musimy.
- Musimy.
Odsłonił trzecią fotografię i czwartą, wykładając zdjęcia na stole, jak karty we wróżbie tarota, tyle że każda z nich była kartą śmierci. W kuchni na tle otwartych drzwi lodówki. W sypialni, obok lampy i budzika.
Na szczycie schodów; przy oknie. Ofiary w różnym wieku, różnych ras; mężczyźni, kobiety i dzieci. Jakikolwiek maniak to zrobił – nie przebierał. Po prostu ścinał życia, tam, gdzie je znalazł. Nie szybko, nie metodycznie. Pokoje, w których umarli ci ludzie, wyraźnie przekazywały testament, w jaki sposób zabójca, w dobrym humorze, igrał z nimi. Poprzesuwane meble, jak gdyby potykali się, by uniknąć coup de grace, krwawe odciski zostawione na ścianach. Jeden stracił palce, być może chwytając za ostrze; większość straciła oczy. Nikt jednak nie uciekał, bez względu na opór, jaki stawiał. Wszyscy wreszcie padali, zaplątani w swoją bieliznę lub szukając schronienia za zasłoną. Padali szlochając, padali wymiotując.
W sumie obejrzał jedenaście fotografii. Każda inna – pokoje duże i małe, ofiary nagie i ubrane. Istniały też elementy wspólne: wszystkie zdjęcia tego odprawionego na scenie szaleństwa zrobiono, gdy aktor już opuścił scenę.
Boże wszechmocny, czy to on był tym człowiekiem?
Nie znając odpowiedzi, zadał to pytanie Opoce, mówiąc bez podnoszenia wzroku znad błyszczących kart.
- Czy to ja zrobiłem?
Usłyszał westchnienie doktora, lecz Odpowiedź nie nadchodziła, więc zdobył się na spojrzenie na swego oskarżyciela. Gdy rozłożono przed nim fotografie poczuł, że badanie tej sprawy będzie jak pełzający pod czaszką ból. Teraz stwierdził znowu, że Decker odwrócił wzrok.
RSS