<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Powiesci</title>
	<atom:link href="http://www.moje-powiesci.info/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.moje-powiesci.info</link>
	<description>Kolejny blog oparty na WordPressie</description>
	<lastBuildDate>Tue, 02 Mar 2010 19:02:31 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>zgodził się przestudiować foto­grafie</title>
		<link>http://www.moje-powiesci.info/zgodzil-sie-przestudiowac-fotografie/</link>
		<comments>http://www.moje-powiesci.info/zgodzil-sie-przestudiowac-fotografie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 18:59:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[jakoś a nie ilość]]></category>
		<category><![CDATA[konkurencja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.moje-powiesci.info/?p=13</guid>
		<description><![CDATA[Decker był najżyczliwszy m prokuratorem, jakiego mógł sobie życzyć każdy oskarżony. Godziny spędzane przez niego z Boone’em po tamtym pierwszym dniu zostały starannie wypełnione pytaniami, gdy morder­stwo po morderstwie badali razem ewidencję tajemnego życia Boone’a. Mimo iż pacjent upierał się, że dokonał tych zbrodnii, Decker zalecał ostrożność. Przyjęcie winy nie oznaczało wyroku skazującego. Musieli być [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Decker był najżyczliwszy m prokuratorem, jakiego mógł sobie </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">życzyć </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">każdy oskarżony. Godziny spędzane przez niego z Boone’em po tamtym pierwszym dniu zostały starannie wypełnione pytaniami, gdy morder­stwo po morderstwie badali razem ewidencję tajemnego życia Boone’a. Mimo iż pacjent upierał się, że dokonał tych zbrodnii, Decker zalecał ostrożność. Przyjęcie winy nie oznaczało wyroku skazującego. Musieli być pewni, że</span></span></span><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">przyznanie się nie było po prostu dążeniem Boone’a do samozniszczenia, a zbrodnia &#8211; chęcią otrzymania kary.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Boone nie podejmował z Deckerem dyskusji. Le­karz znał go lepiej niż on sam. Nie zapomniał też stwierdzenia Deckera, że jeśli to wszystko okaże się prawdą, to opinię o nim jako o zdolnym lekarzu psy­chiatrze, wyrzucić będzie można na śmietnik.<span id="more-13"></span> Żadnego z nich nie stać teraz było na pomyłkę. Jedyny sposób, by uzyskać pewność &#8211; to prześledzić każdy szczegół za­bójstw &#8211; daty, nazwiska, miejsca &#8211; w nadziei, że Boone zacznie sobie przypominać szczegóły. Albo ustalą, że w czasie popełnienia danego morderstwa Boone bezspor­nie znajdował się gdzie indziej.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Jedyne przed czym uchylał się Boone, to ponowne obejrzenie fotografii. Opierał się delikatnym naciskom Deckera przez czterdzieści osiem godzin, ustępując do­piero, gdy dobre maniery lekarza zaczynały się psuć i gdy przystąpił do oblężenia, oskarżając Boone’a o tchórzo­stwo i oszustwo. Czy zachowanie Boone’a to &#8211; dopyty­wał się Decker &#8211; tylko gra; czy ćwiczenie w samo-umartwieniu, które żadnemu z nich nie przyniosło w efekcie nic? Jeśli tak, Boone mógł sobie pójść do diabła z jego gabinetu i znów kogoś uszkodzić.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">W końcu Boone zgodził się przestudiować foto­grafie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">To, co zobaczył, nie wydawało się pobudzać jego pamięci. Wiele detali urządzenia pokoju rozmyło się w błysku flesza; to, co zostało, to banalne szczegóły. Jedyny widok zdolny wywołać u niego jakąś reakcję &#8211; twarze ofiar &#8211; został zamazany przez zabójcę, posieka­ne, nie do rozpoznania; większość specjalistów z za­kładów pogrzebowych nie byłaby w stanie poskładać tych poszatkowanych kawałków.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.moje-powiesci.info/zgodzil-sie-przestudiowac-fotografie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Muszę znać odpowiedź.</title>
		<link>http://www.moje-powiesci.info/musze-znac-odpowiedz/</link>
		<comments>http://www.moje-powiesci.info/musze-znac-odpowiedz/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 18:58:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[fora internetowe]]></category>
		<category><![CDATA[konkurencja]]></category>
		<category><![CDATA[pozory mylą]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.moje-powiesci.info/?p=12</guid>
		<description><![CDATA[Ale pan nie jest.
- Nie mogę w to uwierzyć, tak samo jak ty. Gdyby to się okazało prawdą, miałbym duże kłopoty &#8211; pojawił się w nim źle skrywany gniew. &#8211; Dlatego właśnie czekałem. Mając nadzieję, że będziesz ze mną, kiedy wydarzy się następne zabójstwo.
- To znaczy, że niektórzy z tych ludzi zmarli za pana wiedzą?
- [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Ale pan nie jest.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie mogę w to uwierzyć, tak samo jak ty. Gdyby to się okazało prawdą, miałbym duże kłopoty &#8211; pojawił się w nim źle skrywany gniew. &#8211; Dlatego właśnie</span></span></span><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">czekałem. Mając nadzieję, że będziesz ze mną, kiedy wydarzy się następne zabójstwo.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- To znaczy, że niektórzy z tych ludzi zmarli za pana wiedzą?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Tak &#8211; Decker stwierdził kategorycznie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Jezu!</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Ta myśl poderwała Boone’a z krzesła, aż zawadził nogą o stół. Sceny morderstw rozpierzchły się.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Mów ciszej &#8211; zażądał Decker.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Ludzie umierali, a pan czekał?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Robiłem to dla ciebie, Boone. Doceń to! Boone odwrócił się od niego. Na plecach poczuł chłód potu.<span id="more-12"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Usiądź &#8211; odezwał się Decker. &#8211; Proszę usiądź i opowiedz, co kojarzy ci się, gdy patrzysz na te fotografie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Mimowolnie Boone przeciągnął dłonią po twarzy. Wiedział od Deckera, jakie to miało znaczenie w konkret­nym języku ciała. Umysł używał ciała, aby powstrzymać wyjawienie czegoś, albo nawet całkowicie wyciszyć ja­kąś sprawę.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Boone. Muszę znać odpowiedź.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nic nie kojarzę &#8211; stwierdził Boone, nie od­wracając się.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- W ogóle?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- W ogóle.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Obejrzyj je jeszcze raz.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie &#8211; odparł Boone. &#8211; Nie mogę.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Słyszał oddech doktora i już oczekiwał ponowienia żądania, aby na nowo stanął w obliczu tej zgrozy. Zamiast tego &#8211; ton głosu Deckera zabrzmiał pojednawczo.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- W porządku, Aaron &#8211; powiedział. &#8211; W porząd­ku. Odłożę je.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Boone przycisnął pięści do zamkniętych oczu. Były gorące i wilgotne.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Już ich nie ma, Aaron &#8211; odezwał się Decker.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie, wciąż są.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Były z nim, świetnie zapamiętane. Jedenaście po­kojów i jedenaście ciał, utrwalonych oczami duszy, poza wszelkim egzorcyzmem. Mur, którego budowanie zajęło Deckerowi pięć lat, został zburzony w ciągu paru minut,</span></span></span><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">i to przez swojego architekta. Boone znów był zdany na łaskę i niełaskę swojego szaleństwa. Słyszał, jak kwili w głowie z jedenastu pękniętych tchawic, z jedenastu przebitych brzuchów. Oddech i gazy w jelitach śpiewały starą piosenkę szaleńca.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.moje-powiesci.info/musze-znac-odpowiedz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Musi pan mieć jakieś powody.</title>
		<link>http://www.moje-powiesci.info/musi-pan-miec-jakies-powody/</link>
		<comments>http://www.moje-powiesci.info/musi-pan-miec-jakies-powody/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 18:58:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[fora internetowe]]></category>
		<category><![CDATA[jakoś a nie ilość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.moje-powiesci.info/?p=11</guid>
		<description><![CDATA[Proszę mi powiedzieć &#8211; spytał. &#8211; Czy ja to zrobiłem?
Decker wytarł wilgotne fałdy skóry pod szarymi oczami. Już nie drżał.
- Mam nadzieję, że nie &#8211; odparł.
Odpowiedź wydała się absurdalnie łagodna. To przecież nie było jakieś pomniejsze przekroczenie pra­wa, nad którym dyskutowali, to była jedenastokrotna śmierć; a ileż jeszcze mogło zdarzyć się oprócz tego, poza wzrokiem, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Proszę mi powiedzieć &#8211; spytał. &#8211; Czy ja to zrobiłem?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Decker wytarł wilgotne fałdy skóry pod szarymi oczami. Już nie drżał.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Mam nadzieję, że nie &#8211; odparł.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Odpowiedź wydała się absurdalnie łagodna. To przecież nie było jakieś pomniejsze przekroczenie pra­wa, nad którym dyskutowali, to była jedenastokrotna śmierć; a ileż jeszcze mogło zdarzyć się oprócz tego, poza wzrokiem, poza umysłem?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Proszę mi powiedzieć, o czym mówiłem &#8211; pro­sił. &#8211; Słowa&#8230;</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Przeważnie mówiłeś bez ładu i składu.<span id="more-11"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- To dlaczego pan uważa, że ja jestem za to odpowiedzialny? Musi pan mieć jakieś powody.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Trochę to trwało &#8211; stwierdził Decker &#8211; zanim ułożyłem jakąś całość &#8211; opuścił wzrok na fotografie śmierci na stole i środkowym palcem wyprostował zdję­cie, które leżało nieco krzywo.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">-</span></span></span><span style="color: #000000;"><sub><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">;</span></span></sub></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> Co miesiąc muszę pisać sprawozdanie z wyni­ków twojego leczenia. Wiesz o tym. kolejno odtworzy­łem zatem taśmy z naszych poprzednich sesji, aby uchwycić sens w tym, co robiliśmy&#8230; &#8211; mówił powoli, znużony &#8211; &#8230;zauważyłem, że pewne zwroty powtarzają się stale w twoich odpowiedziach. Skryte przez długi czas w innym materiale, ale obecne. Tak jakbyś przyznawał się do czegoś, co jest tak nie do przyjęcia przez ciebie, nawet w transie, że nie mogłeś zdecydować się, by to bezpośrednio powiedzieć. I to się ujawniło w pewnym kodzie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Boone znał kody. Otaczały go w chwilach ataku choroby. Sygnały skryte w szumie radiowym, a nadawa­ne przez wyimaginowanego wroga, albo w szmerze ruchu ulicznego przed świtem. Znał tę sztukę sam, więc nic go teraz nie zdumiało.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Zasięgnąłem nieco informacji &#8211; ciągnął Decker &#8211; wśród oficerów policji, których leczę. Nic szczególnego. Powiedzieli mi o zabójstwach. O niektórych szczegółach dowiedziałem się oczywiście z prasy. Wydaje się, że to trwa od dwóch i pół roku. Kilka zabójstw tutaj w Calgary, reszta w promieniu godziny jazdy samochodem. Dzieło jednego człowieka.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Moje dzieło.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Nie wiem &#8211; powiedział Decker, wreszcie pod­nosząc wzrok na Boone’a. &#8211; Gdybym był pewien, doniósłbym o wszystkim.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.moje-powiesci.info/musi-pan-miec-jakies-powody/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W sumie obejrzał jedenaście fotografii</title>
		<link>http://www.moje-powiesci.info/w-sumie-obejrzal-jedenascie-fotografii/</link>
		<comments>http://www.moje-powiesci.info/w-sumie-obejrzal-jedenascie-fotografii/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 18:57:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[konkurencja]]></category>
		<category><![CDATA[rośnie napięcie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.moje-powiesci.info/?p=10</guid>
		<description><![CDATA[I ja jestem ich ojcem? &#8211; zapytał siebie niemo Boone. Nie &#8211; odpowiedziało jego wnętrze. &#8211; Ja tego nie zrobiłem. Dwie rzeczy powstrzymywały go przed głośnym zaprzeczeniem. Po pierwsze wiedział, że Decker nie narażałby na niebezpieczeństwo zakłócenia równowagi psychicznej pacjenta, gdyby nie miał ku temu poważ­nych powodów. Po drugie &#8211; zaprzeczenie było bezwar­tościowe, skoro obaj [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">I ja jestem ich ojcem? &#8211; zapytał siebie niemo Boone. Nie &#8211; odpowiedziało jego wnętrze. &#8211; Ja tego nie zrobiłem. Dwie rzeczy powstrzymywały go przed głośnym zaprzeczeniem. Po pierwsze wiedział, że Decker nie narażałby na niebezpieczeństwo zakłócenia równowagi psychicznej pacjenta, gdyby nie miał ku temu poważ­nych powodów. Po drugie &#8211; zaprzeczenie było bezwar­tościowe, skoro obaj wiedzieli, jak łatwo umysł Boone’a oszukiwał sam siebie w przeszłości. Jeśli był odpowie­dzialny za te okropności, nie mógł mieć pewności, że o tym wie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Milczał zatem, nie ośmielając się podnieść wzroku na Deckera ze strachu, że zobaczy Opokę roztrzaskaną.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Następne? &#8211; zaproponował Decker.<span id="more-10"></span></span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Jeśli musimy.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Musimy.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Odsłonił trzecią fotografię i czwartą, wykładając zdjęcia na stole, jak karty we wróżbie tarota, tyle że każda z nich była kartą śmierci. W kuchni na tle otwar­tych drzwi lodówki. W sypialni, obok lampy i budzika.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Na szczycie schodów; przy oknie. Ofiary w różnym wieku, różnych ras; mężczyźni, kobiety i dzieci. Jakikol­wiek maniak to zrobił &#8211; nie przebierał. Po prostu ścinał życia, tam, gdzie je znalazł. Nie szybko, nie metodycznie. Pokoje, w których umarli ci ludzie, wyraźnie przekazy­wały testament, w jaki sposób zabójca, w dobrym humo­rze, igrał z nimi. Poprzesuwane meble, jak gdyby potyka­li się, by uniknąć </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"><em>coup </em></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"><em>de grace, </em></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">krwawe odciski zo­stawione na ścianach. Jeden stracił palce, być może chwytając za ostrze; większość straciła oczy. Nikt jednak nie uciekał, bez względu na opór, jaki stawiał. Wszyscy wreszcie padali, zaplątani w swoją bieliznę lub szukając schronienia za zasłoną. Padali szlochając, padali wymio­tując.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">W sumie obejrzał jedenaście fotografii. Każda inna &#8211; pokoje duże i małe, ofiary nagie i ubrane. Istniały też elementy wspólne: wszystkie zdjęcia tego odprawionego na scenie szaleństwa zrobiono, gdy aktor już opuścił scenę.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Boże wszechmocny, czy to on był tym człowiekiem?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie znając odpowiedzi, zadał to pytanie Opoce, mówiąc bez podnoszenia wzroku znad błyszczących kart.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Czy to ja zrobiłem?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Usłyszał westchnienie doktora, lecz Odpowiedź nie nadchodziła, więc zdobył się na spojrzenie na swego oskarżyciela. Gdy rozłożono przed nim fotografie po­czuł, że badanie tej sprawy będzie jak pełzający pod czaszką ból. Teraz stwierdził znowu, że Decker odwrócił wzrok.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.moje-powiesci.info/w-sumie-obejrzal-jedenascie-fotografii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>jak gdyby to wymagało pytania</title>
		<link>http://www.moje-powiesci.info/jak-gdyby-to-wymagalo-pytania/</link>
		<comments>http://www.moje-powiesci.info/jak-gdyby-to-wymagalo-pytania/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 02 Mar 2010 18:56:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[jakoś a nie ilość]]></category>
		<category><![CDATA[miasto]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.moje-powiesci.info/?p=8</guid>
		<description><![CDATA[Mozolnie budował mur wokół siebie, by schronić się przed niebezpieczeństwem powrotu do sza­leństwa, cegła za cegłą, ale teraz zatrząsł się on i groził zawaleniem.
- To tylko zdjęcie.
- Zgadza się &#8211; odparł Decker. &#8211; To tylko zdjęcie. Co widzisz?
- Zmarłego człowieka.
- Zamordowanego człowieka
- Tak. Zamordowanego człowieka.
Nie po prostu zamordowanego; zaszlachtowanego. W furii cięć i pchnięć wyrąbano [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } --><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Mozolnie budował mur wokół siebie, by schronić się przed niebezpieczeństwem powrotu do sza­leństwa, cegła za cegłą, ale teraz zatrząsł się on i groził zawaleniem.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- To tylko zdjęcie.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Zgadza się &#8211; odparł Decker. &#8211; To tylko zdjęcie. Co widzisz?</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Zmarłego człowieka.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Zamordowanego człowieka</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Tak. Zamordowanego człowieka.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nie po prostu zamordowanego; zaszlachtowanego. W furii cięć i pchnięć wyrąbano z niego życie; krew wyciekała na ostrze, które zdruzgotało mu szyję, znisz­czyło twarz; wyciekła na ściany. Miał na sobie tylko szorty, więc rany na ciele dawały się łatwo policzyć, mimo krwi. <span id="more-8"></span>Boone to teraz zrobił, aby jakoś bronić się przed ogarniającą go </span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"><em>zgrozą. </em></span></span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Nawet tu, w tym poko­ju, gdzie doktor wyrzeźbił inne „ja” swego pacjenta, Boone nigdy nie dusił się ze strachu tak,, jak w tej chwi­li.- Poczuł jak śniadanie, albo l kolacja, podnoszą mu się do gardła wbrew jego woli. Gówno w ustach, jak brud jego czynu.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Licz rany, mówił do siebie, udawaj, że to koraliki na liczydle. Trzy, cztery, pięć w brzuch i pierś; jedna</span></span></span><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;"> </span></span><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">szczególnie postrzępiona, bardziej rozdarcie niż rana, tak szeroka, że wnętrzności mężczyzny wydostały się na zewnątrz. Jedna na ramieniu, jeszcze dwie. I potem twarz, zniszczona przez cięcia. Tak wiele, że ich liczbę trudno było ustalić, nawet gdyby obserwator bardzo się starał. Sprawiły, że ofiary nie dawało się rozpoznać: oczy wydłubane, wargi wydarte, nos posiekany.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Dosyć? &#8211; odezwał się Decker, jak gdyby to wymagało pytania.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Tak.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">- Jest tu o wiele więcej do oglądania.</span></span></span></p>
<p><span style="color: #000000;"><span style="font-family: Arial,sans-serif;"><span style="font-size: small;">Odsłonił drugie zdjęcie, pierwsze kładąc obok. Tym razem kobieta, rozwalona na sofie, a górna i dolna część jej ciała skręcone były pod kątem, jakiego się nie spoty­ka. Chociaż przypuszczalnie nie miała nic wspólnego z pierwszą ofiarą, to rzeźnik postarał się o to, by było między nimi jakieś ohydne podobieństwo. Ten sam brak warg, ten sam brak oczu. Zrodzeni z różnych rodziców, stali się rodzeństwem w śmierci, zdruzgotani tą samą ręką.</span></span></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.moje-powiesci.info/jak-gdyby-to-wymagalo-pytania/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
