mar 02
adminjakoś a nie ilość, konkurencja
Decker był najżyczliwszy m prokuratorem, jakiego mógł sobie życzyć każdy oskarżony. Godziny spędzane przez niego z Boone’em po tamtym pierwszym dniu zostały starannie wypełnione pytaniami, gdy morderstwo po morderstwie badali razem ewidencję tajemnego życia Boone’a. Mimo iż pacjent upierał się, że dokonał tych zbrodnii, Decker zalecał ostrożność. Przyjęcie winy nie oznaczało wyroku skazującego. Musieli być pewni, że przyznanie się nie było po prostu dążeniem Boone’a do samozniszczenia, a zbrodnia – chęcią otrzymania kary.
Boone nie podejmował z Deckerem dyskusji. Lekarz znał go lepiej niż on sam. Nie zapomniał też stwierdzenia Deckera, że jeśli to wszystko okaże się prawdą, to opinię o nim jako o zdolnym lekarzu psychiatrze, wyrzucić będzie można na śmietnik. More
mar 02
adminfora internetowe, jakoś a nie ilość
Proszę mi powiedzieć – spytał. – Czy ja to zrobiłem?
Decker wytarł wilgotne fałdy skóry pod szarymi oczami. Już nie drżał.
- Mam nadzieję, że nie – odparł.
Odpowiedź wydała się absurdalnie łagodna. To przecież nie było jakieś pomniejsze przekroczenie prawa, nad którym dyskutowali, to była jedenastokrotna śmierć; a ileż jeszcze mogło zdarzyć się oprócz tego, poza wzrokiem, poza umysłem?
- Proszę mi powiedzieć, o czym mówiłem – prosił. – Słowa…
- Przeważnie mówiłeś bez ładu i składu. More
mar 02
adminjakoś a nie ilość, miasto
Mozolnie budował mur wokół siebie, by schronić się przed niebezpieczeństwem powrotu do szaleństwa, cegła za cegłą, ale teraz zatrząsł się on i groził zawaleniem.
- To tylko zdjęcie.
- Zgadza się – odparł Decker. – To tylko zdjęcie. Co widzisz?
- Zmarłego człowieka.
- Zamordowanego człowieka
- Tak. Zamordowanego człowieka.
Nie po prostu zamordowanego; zaszlachtowanego. W furii cięć i pchnięć wyrąbano z niego życie; krew wyciekała na ostrze, które zdruzgotało mu szyję, zniszczyło twarz; wyciekła na ściany. Miał na sobie tylko szorty, więc rany na ciele dawały się łatwo policzyć, mimo krwi. More
mar 02
adminfora internetowe, jakoś a nie ilość, konkurencja, miasto, pozory mylą, rośnie napięcie
Spośród wszystkich pochopnych, nocnych obietnic dawanych w imię miłości, żadna – jak to wiedział teraz Boone – nie daje takiej gwarancji złamania, jak: Nigdy de nie opuszczę.
Jeśli czas nie zabierze ci czegoś sprzed nosa, reszty dokonają okoliczności. Bezcelowe jest mieć nadzieję na coś innego: bezcelowe marzenie, że w gruncie rzeczy świat chce dla ciebie dobrze. Wszystko, co ma jakąś wartość, wszystko, czego kurczowo się trzymasz, by nie zwariować, zgnije lub zostanie zabrane w ostatecznym rozrachunku, a pod tobą rozstąpi się otchłań, tak jak teraz pod Boone’em, i nagle, bez wyjaśnienia – przepadłeś! – Idź do diabła – albo gorzej: – zostańmy przyjaciółmi – i tyle. More