mar 02
adminjakoś a nie ilość, konkurencja
Decker był najżyczliwszy m prokuratorem, jakiego mógł sobie życzyć każdy oskarżony. Godziny spędzane przez niego z Boone’em po tamtym pierwszym dniu zostały starannie wypełnione pytaniami, gdy morderstwo po morderstwie badali razem ewidencję tajemnego życia Boone’a. Mimo iż pacjent upierał się, że dokonał tych zbrodnii, Decker zalecał ostrożność. Przyjęcie winy nie oznaczało wyroku skazującego. Musieli być pewni, że przyznanie się nie było po prostu dążeniem Boone’a do samozniszczenia, a zbrodnia – chęcią otrzymania kary.
Boone nie podejmował z Deckerem dyskusji. Lekarz znał go lepiej niż on sam. Nie zapomniał też stwierdzenia Deckera, że jeśli to wszystko okaże się prawdą, to opinię o nim jako o zdolnym lekarzu psychiatrze, wyrzucić będzie można na śmietnik. More
mar 02
adminfora internetowe, konkurencja, pozory mylą
Ale pan nie jest.
- Nie mogę w to uwierzyć, tak samo jak ty. Gdyby to się okazało prawdą, miałbym duże kłopoty – pojawił się w nim źle skrywany gniew. – Dlatego właśnie czekałem. Mając nadzieję, że będziesz ze mną, kiedy wydarzy się następne zabójstwo.
- To znaczy, że niektórzy z tych ludzi zmarli za pana wiedzą?
- Tak – Decker stwierdził kategorycznie.
- Jezu!
Ta myśl poderwała Boone’a z krzesła, aż zawadził nogą o stół. Sceny morderstw rozpierzchły się.
- Mów ciszej – zażądał Decker.
- Ludzie umierali, a pan czekał?
- Robiłem to dla ciebie, Boone. Doceń to! Boone odwrócił się od niego. Na plecach poczuł chłód potu. More
mar 02
adminfora internetowe, jakoś a nie ilość
Proszę mi powiedzieć – spytał. – Czy ja to zrobiłem?
Decker wytarł wilgotne fałdy skóry pod szarymi oczami. Już nie drżał.
- Mam nadzieję, że nie – odparł.
Odpowiedź wydała się absurdalnie łagodna. To przecież nie było jakieś pomniejsze przekroczenie prawa, nad którym dyskutowali, to była jedenastokrotna śmierć; a ileż jeszcze mogło zdarzyć się oprócz tego, poza wzrokiem, poza umysłem?
- Proszę mi powiedzieć, o czym mówiłem – prosił. – Słowa…
- Przeważnie mówiłeś bez ładu i składu. More
mar 02
adminkonkurencja, rośnie napięcie
I ja jestem ich ojcem? – zapytał siebie niemo Boone. Nie – odpowiedziało jego wnętrze. – Ja tego nie zrobiłem. Dwie rzeczy powstrzymywały go przed głośnym zaprzeczeniem. Po pierwsze wiedział, że Decker nie narażałby na niebezpieczeństwo zakłócenia równowagi psychicznej pacjenta, gdyby nie miał ku temu poważnych powodów. Po drugie – zaprzeczenie było bezwartościowe, skoro obaj wiedzieli, jak łatwo umysł Boone’a oszukiwał sam siebie w przeszłości. Jeśli był odpowiedzialny za te okropności, nie mógł mieć pewności, że o tym wie.
Milczał zatem, nie ośmielając się podnieść wzroku na Deckera ze strachu, że zobaczy Opokę roztrzaskaną.
- Następne? – zaproponował Decker. More
mar 02
adminjakoś a nie ilość, miasto
Mozolnie budował mur wokół siebie, by schronić się przed niebezpieczeństwem powrotu do szaleństwa, cegła za cegłą, ale teraz zatrząsł się on i groził zawaleniem.
- To tylko zdjęcie.
- Zgadza się – odparł Decker. – To tylko zdjęcie. Co widzisz?
- Zmarłego człowieka.
- Zamordowanego człowieka
- Tak. Zamordowanego człowieka.
Nie po prostu zamordowanego; zaszlachtowanego. W furii cięć i pchnięć wyrąbano z niego życie; krew wyciekała na ostrze, które zdruzgotało mu szyję, zniszczyło twarz; wyciekła na ściany. Miał na sobie tylko szorty, więc rany na ciele dawały się łatwo policzyć, mimo krwi. More
Older Entries